Wczoraj Babcia Stasia zrobiła nam ogromna niepodzianke i przyleciała poznać Mollinke. Przywiozła Jej kolejna lalkę do kompletu, chyba zaczniemy je kolekcjonowac.
Ale czy będą z tego pomidory?
Jak w ciąży pochłanialam pomidory kilogramami, tak teraz nie moge na nie patrzeć. Ostatnio Milan zrobił zakupy i położył pomidory w kuchni, w dość ciepłym miejscu... Ja dzisiaj patrze, a tutaj taka sytuacja. Co moge z nimi zrobic zeby wyrosły nowe? ;)
Butterfly's
Mollijka dostała od Babci Gosi motylki i patrzyła na nie dzisiaj elegancko w łóżeczku, w końcu chyba Jej sie spodobało to miejsce.
Little things, big happiness.
Motylki do przyklejenia na ścianę mojej małej Mollie
W końcu zaczęli zakładać dach w naszym domku. Okna juz zamówiliśmy. Nie moge doczekać sie urządzania środka...
Pierwsza ozdoba choinkowa Mollineczki na Jej pierwsze Święta. Pamiątka na całe życie.
Małe wyprzedazowe zakupy dla Córeczki- złote legginsy i skórzana ramoneska, o której zawsze marzyłam :) nie moge sie doczekać jak obie tak samo sie ubierzemy :)
10 tygodni po cesarskim cięciu
W ciazy przytyłam 13kg, a w tym momencie wazę 15kg mniej. Jak to sie stało? Noszę na rękach Mollie i karmie piersią. Poza tym mam mało czasu dla siebie i czasem jem tylko dwa posiłki dziennie - rano śniadanie z Córeczka w kuchni, a obiad to juz zależy jak znajdę czas. Odkąd zaszłam w ciazy zaczęłam sie tez zdrowiej odżywiać, wiec mysle ze odrzucenie skażonego i słodkiego tez miało duży wpływ na moja wagę. Jestem zadowolona ze swojej sylwetki jak na ten moment, ale szczerze mówiąc to myślałam, ze chociaz jakieś 2kg mi zostaną na pamiątkę :) Od marca zaczynam siłownie, wiec mysle ze prócz płaskiego brzucha, bedą tam rownież mięśnie :)
Historia mojego porodu (cesarskie cięcie w UK)
Termin na Nasz Wielki Dzien mieliśmy ustalony dwa tygodnie wcześniej. Stawić w szpitalu mieliśmy sie 3 listopada o 7 rano i tak tez zrobiliśmy. Do 7:30 w poczekalni... Stres na maxa, ale tez wielka radość, ze juz za niedługo zobaczymy nasze dzieciątko! Przyszła po nas Pielęgniarka i zaprowadziła do sali przedoperacyjnej, mi wręczyła koszule i szlafrok do przebrania, a mężowi spodnie i taki kaftanik 😊 następnie szybkie wywiady - z przemilym lekarzem prowadzącym oraz anestezjologiem- Polakiem, z czego bardzo sie ucieszyłam. Stres przybrał na wadze, gdy weszliśmy do sali operacyjnej... Matko, jak w "Pile"- pełno nożyczek, noży i rożnych innych gadżetów. Czułam, ze zaraz umrę. Kazali mi usiąść na łóżku, mężowi na taboreciku obok i każdy ze zgromadzonych przedstawił sie po kolei (i jakie było moje kolejne zadowolenie, gdy jedną z Lekarek rownież okazała sie Polka- przemiła Pani, dzieki której wszystko przeszłam łatwiej, bo duzo rozmawialysmy i opowiadała kawały). Ok, teraz wenflon- "cieżko sie wklóć, bo ma Pani takie cieniutkie żyłki", bolało jak nie wiem, wytrzymałam. Najgorsze - znieczulenie w kręgosłup. Boże... Zwijalam sie z bólu. Z powodu, ze mam lekka skolioze cieżko było sie wbić w odpowiednie miejsce, wiec trzeba było próbować kilka razy. W pewnym momencie Lekarz powiedział, ze przejdzie mnie teraz taki jakby prąd i żebym czasem sie nie ruszyła (ALE jak miałam nie podskoczyć, czując prąd przechodzący przez całe moje ciało!?). Jeszcze chwila i koniec... Patrze na Milana, który trzyma mnie mocno za rękę- cały blady i mokry, wołam- "Siostro, pomocy!" Żartuje 😊 ale serio zrobiło mu sie słabo od tych moich jęków i musiał napić sie wody. Położyłam sie. Po kilku minutach Lekarka zaczęła psikac mnie zimnym sprayem, w celu sprawdzenia gdzie działa juz znieczulenie. Działało, nie mogłam podnieść nóg. Założyli kotarke, odzielającą moja głowę od reszty i do dzieła. Pierwsza minuta- spoko, druga minuta- jeszcze żyje, trzecia- rany boskie!! Szarpanie, ciągniecie, naciskanie i... głośny płacz!!! Jezu, pisząc to znowu się popłakałam. Naszym oczom, znad kotarki, ukazał sie najpiękniejszy na świecie bobas. Emocje sięgnęły zenitu i nigdy w życiu nie czułam takiej radości i dumy w sercu. Maleństwo szybko zabrali na bok, Milan poszedł odciąć pępowinę. Zaczęli mnie szyc i to było najgorsze z wszystkiego do tej pory, bo po prostu wszystko czułam- nie bolało, ale czułam jak mnie cerowali i odsysali. Zaczęłam czuć silny ból w mostku, tak silny ze nie mogłam oddychać. I nagle na mojej piersi położona została ONA - Mollie... I cały ból odszedł na bok. Jak widzicie podczas mojego porodu umierałam kilkakrotnie, ale w końcu zmartwychwstalam. Dla swojego dziecka, które kocham najmocniej na świecie i bede najlepsza mama, taka mam misje 😊
Grupa mamowa na fejsie
Na poczatku mojej drogi ciążowej założyłam grupę dla przyszłych oraz juz mam. Jesli któraś z Was ma cos wspólnego z tym stanem, zapraszam do dołączenia :) Będę Mamą? Jestem Mamą!
18 wrzesień 2015
Plan na urlop macierzyński juz prawie gotowy, teraz czas na wykonanie :)
Dzisiaj dotarł do nas rownież kurier z paczuszka dla Mollie, a dokładnie z lancuszkiem do Jej smoczka.
Będę Mamą? Będę Mamą!
Długa przerwa na blogu, oj długa. Powód jest tylko jeden, ale składają sie na niego miliony innych powodów :) Otóż to, będę mamą!!! Jesteśmy z Milanem tak szczęśliwi z tego powodu, ze chyba nic w życiu nas tak nie zaczarowalo jak ten czas... Czas, w którym czekamy i kochamy mocniej. Jesteśmy juz z maleństwem w 33 tygodniu i mamy sie bardzo dobrze :) Ja sama wracam pomału do siebie, bo na poczatku było cieżko. Wszystkie najgorsze objawy ciazy za mną, ale przynajmniej wiem jak to jest :) Teraz duzo sie dzieje. Zaczęliśmy tez w końcu budować nasz wymarzony dom, w którym juz zaznaczyliśmy pokoik naszego szkrabka :) Dzisiaj zaczęłam urlop macierzyński i myśle, ze bede tutaj częściej :)
LUNCH TIME: kotleciki z łososia + odżywcza sałatka
Przygoda z moim zdrowym odżywianiem trwa juz długo ponad dwa lata. Od tego momentu moje samopoczucie, kondycja, a takze skóra czują sie o niebo lepiej niż wcześniej. Dzisiaj mam wolne, więc postanowiłam sfotografować mój lunch, od którego jestem uzależniona od miesiąca. Łososia jadłam często, ale szczerze mówiąc miałam juz tej samej wersji - kawałka ryby z cytryna usmażonego na oliwie. I tak oto do naszego domowego jadłospisu na dobre zagościły kotleciki z jednej z najzdrowszych ryb.
Do tego sałatka mega odżywcza z nieco mniej zdrowym sosem balsamicznym, który jestmostatnio moją częstą zachcianką :)
KOTLECIKI
500 g łososia
1 jajko
3 łyżki bułki tartej (do obtoczenia kotletów)
mały pęczek koperku lub natka pietruszki
1 średniej wielkości marchewka
1 korzeń pietruszki
sos sojowy
pieprz
sól
olej kokosowy
Łososia myjemy, osuszamy, usuwamy ości. Rybę bardzo drobno siekamy.
Doprawiamy do smaku pieprzem i solą (jeśli jest to konieczne, ryba może być słona).
Dolewamy ok 2 łyżek sosu sojowego.
Na tarce na grubszych dziurkach ścieramy marchewkę i pietruszkę (wcześniej obrane;)
Koperek myjemy i również drobno siekamy.
Do ryby dodajemy jajko, bułkę, startą marchewkę i pietruszkę oraz koperek. Wszystkie składniki łączymy i formujemy kotlety.
Kotlety obtaczamy w bułce i spłaszczamy. Smażymy na rozgrzanym oleju z obu stron, aż się zarumienią.
SAŁATKA
garść roszponki
garść rukoli
1 pomidor
1/2 ogórka
łyżka siemienia lnianego
łyżka prażonego słonecznika
1 łyżka sosu balsamicznego
2 łyżki oliwy z oliwek
sól
pieprz
Rukolę i roszponkę siekamy, ale nie bardzo drobno. Pomidora i ogórka kroimy w kosteczkę. Posypujemy siemieniem oraz słonecznikiem. Dolewamy sos balsamiczny i oliwę. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku, ja lubię ostre i słone :)
Smacznego!
CHANGE's
Fakt, ze dawno mnie tu nie było to może szybko pomine :)
Urlop w Polsce pochłonął mnie na całego i cieżko było mi znaleść czas chociażby na dodane jakiegoś zdjęcia, bez zbędnych komentarzy.
Postanowień i planów na ten rok jest tak duzo, ze jesli uda mi sie je wszystkie zrealizować to będę z siebie dumna, a jestem prawie pewna, ze sie uda :) Jest duzo prywatnych, ale tych mniej skomplikowanych tez sie trochę znajdzie. Juz w samym styczniu udało mi sie zrealizować dwa pierwsze punkty, tak wiec jest super.
Pierwsze postanowienie - powrót do jasnego blondu, a z czasem ( planowo w lecie ) dotarcie do upragnionej platyny w zimnej tonacji.
Drugie - zrezygnowanie z soczewek, i co? Okulary. Póki co pomału sie przyzwyczajam i noszę je tylko w domu, ale jestem z nimi na dobrej stopie koleżeńskiej, wiec myśle ze jakoś sie zaprzyjaźnimy.
Któregoś dnia, będąc w Polsce, robiłam sobie makijaż, a zza okna zapukał do mnie młodziutki gołąbek... Bez zastanowienia otworzyłem mu okno, a on w sekundzie wskoczył do domu. Był piekny, z reszta sami widzicie. Dał sie głaskać i kompletnie się nie bał. Po kilku minutach wyszłam do kuchni wstawić zupę na palnik, a gdy wróciłam gołąbek zniknął. Widocznie potrzebował towarzystwa. Cały dzień myślałam i zastanawiałam sie czy on cos znaczył, chciał mi cos przekazać i jestem pewna, ze to był jakiś znak, tylko jeszcze nie wiem czego. Dzień wcześniej wywołalam sobie zdjęcia moich zmarłych dziadków.
Magia Świąt
Nadziei – by nie opuszczała. Radości – by rozweselała. Miłości – by obrodziła. Dobroci – by zawsze była - życzę Wszystkim Wesołych Świąt!
Z czym Wam się kojarzą święta Bożego Narodzenia? Ze śpiewem kolęd, zapachem bigosu lub przyprawy do pierników, a może podkradaniem cukierków z choinki? Każdy z nas dostrzega w nich coś innego... Dla jednych są czasem błogiego lenistwa, inni podkreślają ich religijny aspekt. Są tacy, którzy narzekają, że po świętach czują się jeszcze bardziej zmęczeni, niż przed świętami. Dlaczego tak jest? Ponieważ skupili się nie na tym, co trzeba... Zamiast delektować się świętami - przez 2 dni biegali po sklepach szukając produktów na 100 potraw, następnie sprzątali, gotowali i jedli - wszystko w biegu... Zabrakło czasu na refleksję, na zatrzymanie się, delektowanie się chwilą - zamiast tego, był tylko jeden wielki "maraton".
Usiądźcie wygodnie koło choinki, wypijcue filiżankę dobrej herbaty lub kawy - wybierzcie jakiś inny rodzaj niż zwykle, poeksperymentujcie. Niech ta chwila sam na sam ze sobą, będzie takim momentem refleksji nad własnym życiem. Postarajcie się dostrzec jego dobre strony. Nie myślcie o tym, co złe, nie złośccie się na innych, zapomnijcie o urazach. Włączcie sobie cicho kolędy lub jakąś inną muzykę, która wprawi Was w nastrój zadumy i wyciszy. Cieszcie sie chwilą.
Jeszcze raz Wesołych Świąt!
TUESDAY IN PICTURES
No i nadszedł w końcu ten wyczekiwany czas. Juz jutro od samego rana bedziemy z mężem gotować i piec mazurka, a dzisiaj tylko ostatnie porządki. Dzisiaj w DDTVN pewna Pani, z która przeprowadzano wywiad powiedziała cos bardzo ważnego, co utkwiło mi w pamięci i chyba pozostanie juz na zawsze. Zakupy, porządki, przygotowanie potraw, tysiąc spraw przewija się przez głowę. Jeszcze to i tamto... lista rzeczy do zrobienia jest długa. Żyjąc w ciągłym biegu i stresie zapominamy o tym, co najważniejsze - święta, to czas refleksji, pokoju, spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Jest to piękna okazja, by w niepamięć odeszły kłótnie i nieporozumienia. Stwórzmy świąteczną atmosferę, by móc je przeżyć w pełni, świadomie i radośnie. Kiedy bedziemy wspominać ten czas nie bedziemy myślec o tym jak czyste były okna czy podłogi, ani ile było potraw, ale to, czy było miło i czuliśmy sie kochani.
Niech te święta nie będą kolejnymi z gatunku "było - minęło". Sprawcie, żeby wspomnienie o nich przez długie lata rozgrzewało Wasze serce.
Tak, to czas dla mnie, są święta. Nic i nikt nie zepsuje mi nastroju. Skupię się na tym, co tu i teraz, odgonie natrętne myśli i będę cieszyła sie chwilą, a zaczęłam dzisiaj od śniadania mistrzów :)
Gdy wracałam z pracy przed kwiaciarnią było miliony Gwiazd Betlejemskich, które ewidentne wpasowały się w kolor moich paznokci :)
A na koniec ulubienica moich Czytelników - Nelly, pomocnica Świętego Mikołaja, zmęczona po calym tygodniu :)
MONDAY IN DETAiLS
Do Świąt pozostały dwa dni, a ja dalej nie jestem gotowa. Jutro ostatni dzień pracy i po powrocie zaczynamy wielkie gotowanie. Dzisiaj wybraliśmy się jeszcze po kilka drobnych rzeczy i w końcu kupiliśmy karpia. Uwielbiam smazonego, ale nie cierpię momentu samego zakupu, jako miłośniczka zwierząt nie moge patrzec na biedna rybę, chociaz Bogu dzięki w sklepach w Londynie sa juz zamrożone.
Tak jak pisałam ostatnio nie czuje do końca magii tych Świąt, bo znowu spędzamy je w Londynie, ale jakoś zawsze jak zakładam moj szalik w kratkę to przypominam sobie o całej tej otoczce świątecznej i lepiej robi mi sie na sercu :)
Szalik - Matalan
Torebka - z mojego butiku
Bransoletka - Guess
Obrączka i pierścionek zaręczynowy - nierozłączna część, pochodzi ze sklepu H.Sammuel.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































